';

Triathlon Karkonoski 2017 w wykonaniu GT RAT

Czy to możliwe aby ukończyć tak ekstremalne zawody ?

Każdy z uczestników przynajmniej raz zadał sobie to pytanie. Triathlon Karkonoski , bo o nim właśnie mowa, to pierwszy ekstremalny triathlon, który rozgrywany był na terenie naszego kraju, już od pierwszej edycji skupił wokół siebie pozytywnie zakręconych ludzi, dla których ukończenie tych zawodów stało się celem samym w sobie.

Rozgrywany w Karkonoszach daje pewność, że na zawodników czekać będzie niezliczona ilość „atrakcji” . Począwszy od lodowatej wody, poprzez tysiące metrów podjazdów, skończywszy na ekstremalnej ale równie pięknej trasie biegowej której finał znajduje się na Śnieżce .  A to wszystko w nieprzewidywalnej górskiej pogodzie, która gwarantuje cztery pory roku podczas jednego dnia zmagań.

Z każdą kolejną edycją przybywał zawodników GT RAT którzy chcieli zmierzyć się z tym wyzwaniem. W tym roku Karkonoszman rękawice podjęło ośmioro zawodników . Z których pięcioro znalazło się na podium poprawiając rekordy trasy.

 

Michał Rajca

Mamy to!!! Tytuł Karkonoszmana obroniony! 🙂 Tym razem już nie byłem czarnym koniem ale emocje na trasie te same. Rekord trasy poprawiony o 25min! Jest moc. Za rok cel – złamać 5 godzin 🙂

Gratulacje dla wszystkich zawodników Grupa Triathlonowa RAT! Zgarnęliśmy w sumie 5/6 miejsc na podium w open kobiet i mężczyzn

 

Olimpia Wojtyło

Triathlon Karkonoski z metą na Śnieżce to najpiękniejsze przeżycie, jakiego doznałam w całej mojej triathlonowej biografii, bo tylko  tam udało mi się dwukrotnie, z pomocą przyjaciół, dać przykład zwycięstwa ducha nad materią ;).  W tym roku  jako młoda mama i w dalszym ciągu absolutny antytalent biegowy, ale mimo to biegający uparcie 🙂

Nigdy nie zapomnę widoku spowitych poranną mgłą gór, srebrzyście połyskujących bladych promieni słońca,  zimnego wiatru i gradu, który czochra nam włosy, wzruszenia na widok mety, kubka gorącej herbaty w schronisku. To niesamowite, że usta mogą mieć tak słony smak (a może to smak łez szczęścia ;)(?)) I co najważniejsze przekonałam się (po raz kolejny!) jak wspaniałych mam przyjaciół i jak wiele to znaczy.  Takich momentów się nie zapomina…Cudownie było dzielić z Wami te chwile…

 

Magdalena Biskupska

Karkonoszman to impreza, na którą czekam z niecierpliwością co roku. Ma dla mnie sentymentalna wartość, bo dokładnie 3 lata temu, właśnie na Zamku Czocha po raz pierwszy w życiu zobaczyłam na żywo, triathlonowy start i na własnej skórze poczułam tą eksplozję radości z przekroczenia linii mety( choć byłam tylko supportem). Powiedziałam wtedy, że tu wrócę i tak wracam co rok, bo góry przyciągają mnie swoją magią i urokiem. Te zawody są inne niż wszystkie. Tu człowiek walczy przede wszystkim z samym sobą i z własnymi słabościami. Nie jest łatwo, nawet jak się ta trasę przemierza po raz trzeci. Ale uczucie zdobycia Śnieżki i ukończenia Karkonoszmana jest jedyne w swoim rodzaju. Nie da się go opisać, to trzeba przeżyć!

 

 

Natalia Bihun

Zły, uśmiech, strach, miłość, przyjaźń, wsparcie w otoczeniu zamku, gór, lasów, gradu, słońca, widoków i wspaniałych ludzi…
Zdjęcia choć na moment oddadzą te emocje których w życiu szukamy 🙂
To był #triathlonkarkonoski

 

 

 

 

 

 

 

Hubert Duda

Nie będę pisał o tych zawodach jako takich… o ich przebiegu, dramaturgii czy ekstremalnym charakterze. Jestem pewien, że o tym napiszą Wam inni, wspaniali uczestnicy. A jeśli nie napiszą to będzie to wynikało z ich przekazu – w takiej czy innej formie…

Nie odniosę się też do wyników sportowych – choć bardzo ich wszystkim, szczególnie tym którzy stanęli na podium, gratuluję z całego serca! Mały sarkazm – może dlatego, że mój własny czas nie był szczególny, a raczej taki, jaki w tych okolicznościach treningowych, życiowych mógł po prostu być…

O czy chciałbym Wam opowiedzieć? Triathlon to dyscyplina indywidualna, między innymi stąd mnie „kręci” – jest czytelna odpowiedzialność za siebie… Ten start i jego reguły uświadomiły mi jednak dojmująco i jednoznacznie, bez cienia zawahania, jak triathlon kształtuje solidarną, grupową świadomość oraz zrozumienie dla innych ludzi naszego pokroju.

Jesteśmy, nieco szaleni, ale odpowiedzialni i świadomi wyzwania, wysiłku. Z jednej strony tworzymy grupę ludzi uśmiechniętych, na sportowym luzie – z drugiej rozsądnie, a może nawet z wyrachowaniem, kalkulujących ryzyka, możliwości, zasoby… tu nie ma miejsca na romantyzm.

Zatem dyscyplina indywidualna, a w tym starcie jednak tak mocno zespołowa, przykłady:

– nie wyszedłbym z wody przy skurczu łydki jaki złapał mnie tuż przy brzegu po pływaniu, bez pomocy Pawła – był supportem, jednak nie moim, ale był na miejscu, zareagował i zrobił co należy…
– Marcin w strefie czekał na innego zawodnika naszej Grupy (mała dygresja – chociaż na pływaniu nie byłem ostatni;) – nie przeszkodziło mu to jednak pomóc mi w trakcie mozolnego przebierania w T1…
– Dziewczyny na trasie i wspaniały Wojtek… z konkretnym, bezpośrednim wsparciem dającym zastrzyk pewności siebie podczas pedałowania – równie ważne, jak pamiętanie o tym by coś zjeść…
– Jakiś człowiek, który mimo wskazówek przekazanych na odprawie za bardzo i za często był przystający na trasie rowerowej. Nie mnie miał wspierać, ale za każdym razem jak go mijałem – choć szukał wzrokiem innego zawodnika – dawał mi dobre słowo!
– Darek i Kasia – ich obecność na trasie, a szczególnie przy wyjściu z T2 dała dużą dawkę optymizmu oraz zaufania we własne możliwości… to było bezcenne jak „czwórki” powoli się klinują w skurczu, a zaraz marszobieg (nie ośmielę się stwierdzić, że to było bieganie) na Śnieżkę!
– Patrycja – uśmiechnięta, troskliwa, wyczulona na każdy mój sygnał – nie ważne czy uświadomiony czy nie – aby być i dawać swoją obecnością wsparcie (!) nawet jak mijając ją w pośpiechu (przy wymianie bidonu na pełny) nie miałem czasu na zwyczajne… dziękuję Córeczko!
– Dorian – na każdym kroku opanowany, racjonalny, świadomy czasu, potrzeb, żywienia i co najważniejsze celu, do którego dążymy, zarządzający resztkami moich sił… Zdecydowanie tutaj role się odwróciły – ojciec słuchał Syna podporządkowując się bez mrugnięcia okiem jego wskazówkom!

Karkonoszman 2017 dla mnie? To zespołowe zawody triathlonowe, za które dziękuję Wam wszystkim, każde za Was było w ich trakcie moim supportem.

Michał Wojtyło

Kto raz spróbuje już nigdy nie będzie taki sam.  Ilość emocji, która towarzyszy przekroczeniu linii mety jest nieporównywalna do niczego innego. W jednej sekundzie na twarzy widać śmiech i łzy, smutek i radość, zmęczenie i euforie. Te zawody pozwalają poznać samego siebie, a w szczególności swoje słabości.

Być Karkonoszman-em to przywilej i zaszczyt

 

 

 

 

 

Dariusz Grasz

Fajna impreza, tylko trochę bolą nogi.

 

 

 

 

 

 

 

Piotr Kulbicki

Karkonoszman – dla mnie najważniejszy start sezonu. Od poprzedniej edycji wiedziałem, że zrobię wszystko by w nim wystartować i być zadowolony z wyniku. Bardzo ciężki triathlon. Oprócz walki z bólem fizycznym doszła walka z własną głową i słabościami. Dla mnie najcięższe zawody w jakichkolwiek dotychczas startowałem ale też największy sukces. Zmienna pogoda, pozytywni kibice na trasie i wsparcie z każdej strony. Super przeżycie, polecam każdemu.

 

 

 

 

DO ZOBACZENIA ZA ROK !!!!

admin

Leave a reply

You must be logged in to post a comment.