';

Pierwszy krok do IRONMANNA

Jakie emocjie towarzyszą pierszemu tirathlonowemu startowi ? Ile i jak dłygo należy się do niego przygotowywać ? Czy przy peirwzym starcie można odnieść nieplanowany sukces? Na to i wiele innch pytań odpowie Ewa Ekert, która debiutowała w pierwszych triathlonowych zawodach.


Podczas Triathlon Sława w niedzielę 21.07.2019 debiutowałaś w zawodach triathlonowych – pierwszy krok do IRONMANNA – jak twoje pierwsze wrażenia?

Tak po krótce, to zarąbiście było ;P

A teraz bardziej szczegółowo opiszę moje wrażenia:

  • Przed startem:

Wstawianie rzeczy do strefy zmian zajęło mi niewiele czasu – myślałam, że dłużej mi zejdzie na układaniu wyposażenia. 

Podczas odprawy ciesze się, że Jurek Górski pokazał na telebimie krótkie filmiki z zeszłorocznych zawodów, o każdym z etapów zawodów – pomogło mi to oswoić się z praktycznym przebiegiem zawodów. 

Rozgrzewka – zdziwiłam się trochę, że polegała na samodzielnym pływaniu w wodzie. Po zawodach biegowych, w których brałam wcześniej udział, myślałam że będzie to coś w rodzaju rozgrzewki fitnesowej z prowadzącym ją instruktorem.

Podczas ustawiania się w strefie startowej, zdziwiło mnie, że każdy uczestnik jest wywoływany przez organizatora, by podejść na linię startu – przyznam, że było to przyjemne i czułam się wyróżniona. Okularki mi zaparowały podczas czekania na start, pomimo że psikałam płynem przeciw parowaniu, ale na szczęście zdążyłam jeszcze je przepłukać tuż przed startem.

  • Pływanie 400 m

Po wbiegnięciu do wody, gdy zaczęłam płynąć kraulem, niepokojące było, że tyle innych pływaków jest blisko i co chwilę ktoś ocierał się o mnie – na szczęście nie dostałam po głowie. Szybko poczułam, że jezioro faluje – wiało z boku i to uczucie bujania w wodzie przestraszyło mnie, więc szybko zmieniłam styl na „żabkę”, w której pewniej się czuję. Zdziwiło mnie, że płynąc klasykiem, udało mi się wyprzedzić osobę płynącą kraulem. Gdy dopłynęłam ok 10 m od pomostu, dno było już bardzo płytko i organizatorzy wołali, że można już biec do drabinek. 

Przed startem myślałam, że koniec pływania będzie przy samym brzegu, tak jak początek pływania, ale Jurak mówił na starcie, że wyjście będzie po drabinkach na pomost. Płynąc za innymi zawodniczkami nie dało razy się zgubić ;P

  • Strefa zmian

Fajnie, że trasa do strefy zmian była wyłożona wykładziną – dzięki temu nie zapiaszczyłam sobie stóp. Całkiem sprawnie mi poszło ściągnięcie pianki, ubranie skarpetek, butów, kasku, okularów przeciwsłonecznych i  numeru startowego – dobrze sobie rozlokowałam poszczególne rzeczy. Do belki oznaczającej początek etapu kolarskiego pobiegłam za innym uczestnikiem (nie przechodziłam trasy przed startem). 

  • Rower 20 km

Gdy minęłam linię na ulicy, wsiadłam na rower i zaczęła się najdłuższa część zawodów. Na początku było bardzo luźno i kameralnie – organizator wypuścił najpierw na start kobiety, dopiero po 10 min mężczyzn. Jechało mi się dobrze początkowo i po kilku kilometrach dogoniłam inną zawodniczkę, która jechała tempem zbliżonym do mojego. Uznałam, że będzie ciekawiej jechać obok i porozmawiać trochę. Utrzymywałyśmy podobne tempo do nawrotki. Na nawrotce puściłam zawodniczkę pierwszą i potem chwilkę trwało, zanim ją dogoniłam – w tym czasie zupełnie zapomniałam o zasadzie jazdy bez draftingu i podjeżdżałam do zawodniczki na linii jej jazdy – sędzia podjechał zwrócić mi uwagę, ale na szczęście nie dostałam kary. Potem chwilkę jechałyśmy razem, ale zrobił się większy ruch – dojechali zawodnicy i wyprzedzali nas co chwilkę, więc zrezygnowałam z jazdy w parze. Trasa była fajna – prosta droga z kilkoma łagodnymi zakrętami i delikatnymi wzniesieniami i spadkami. Obserwowałam prędkość na liczniku – większość czasu było powyżej 30 km/h. Podczas zjazdu z górki próbowałam wrzucić „wyższy bieg”, ale niestety spadł mi łańcuch. Na szczęście po chwili wskoczył mi z powrotem, gdy zmieniłam manetką na mniejszy blat. Zemścił się też brak przygotowania kolarskiego – rower modyfikowałam podczas miesiąca przed zawodami i przejechałam się na nim ledwie 3 razy – po połowie trasy coraz bardziej tyłek mnie bolał.

Przez ostatnie 8 km myślałam tylko, że mam dość i kiedy wreszcie będzie belka kończąca jazdę na rowerze. Podczas zsiadania przewróciłam się na lewy bok, bo za słabo wyrzuciłam nogę do tyłu, ale na szczęście nic mi się nie stało.

  • Strefa zmian 2

Gdy biegłam do strefy zmian, miałam dziwnie miękkie nogi po rowerze – śmieszne uczucie.

Drugi pobyt w strefie był znacznie krótszy – odwiesiłam rower na rurę i zdjęłam kask + okulary. Jeszcze tylko moment na przekręcenie numeru startowego na przód i pobiegłam na trasę biegową. Tu się zaczął najprzyjemniejszy etap, bo bieganie to jest coś, co kocham.

  • Bieganie 5 km

Trasa biegowa była bardzo fajna – po parku, w cieniu drzew. Nie biegłam na maksa, bo nie wiedziałam jeszcze, jak mój organizm reaguje podczas startu w zawodach na bieganie po pływaniu i rowerze. Zdziwiło mnie trochę, że ruch zawodników był lewostronny – podświadomie człowiek oczekuje ruchu prawostronnego.  Po drodze pomogłam innej zawodniczce, która źle się poczuła – mówiła, że jest jej niedobrze. Biegłam kawałek koło niej, poradziłam, żeby głęboko oddychała i schowała sobie pasek do pomiaru tętna z tyłu za strój – zdjęła go i trzymała w ręce. Dodawałam jej otuchy słownie, aż zobaczyłam, że biegnie spokojnie. Potem przyspieszyłam. Gdy dobiegałam do końca dystansu, na rozwidleniu wbiegłam na trasę do kolejnego okrążenia, ale na szczęście organizator zapytał, na którym dystansie biegnę i skierował mnie na właściwą trasę. Na metę wbiegłam sprintem i zaskoczyłam całkowicie moją mamę – nie spodziewała się, że tak szybko ukończę zawody (1h 20 min) 😀

  • Strefa finishera

Smaczny posiłek był – makaron z sosem słodko-kwaśnym i kurczakiem, rozmaite owoce w kawałkach (arbuz, banan, melon) oraz ciasto drożdżowe z cukrem. W strefie finishera dostałam też koszulkę – podoba mi się, że w triathlonie dostaje się koszulkę po ukończeniu zawodów – inaczej niż w zawodach biegowych, gdzie koszulka jest w torbie z pakietem startowym. Jakąś godzinę po ukończeniu zawodów dostałam sms z wynikiem i nie uwierzyłam w to, co zobaczyłam. 83cia w klasyfikacji open i 3 w kategorii wiekowej – to był dla mnie szok. Myślałam sobie, że to przecież niemożliwe, aby trafić na podium na pierwszych zawodach, zwłaszcza że wzięłam udział na luzie, nie dając z siebie 100%. Pomyślałam, że to pomyłka, albo ta trójka znaczy coś innego. Poszłam spytać do namiotu z pomiarem czasu i tam sędzia potwierdził, że zdobyłam 3 miejsce. 

Niedowierzanie ustąpiło miejsca szczęściu, a po chwili łzy mi napłynęły do oczu. To była niesamowita chwila, podobnie jak dekoracja na podium. 

Pierwszy raz w życiu zajęłam miejsce na podium – czułam się totalnie zwycięzcą. Nie ważne, że to było trzecie miejsce – ja się czułam, jakbym wygrała całe zawody.

Po dekoracji poprosiłam Jurka o autograf i dostałam go razem z dedykacją. 

Podsumowując mój pierwszy start w triathlonie – było dużo energii, emocji i nowych dla mnie rzeczy. Było warto wystartować i bez podium bardzo mi się podobało.

Która z dyscyplin była dla ciebie najbardziej wymagająca? 

Myślałam, że pływanie będzie najtrudniejsze, ale okazało się, że rower był najbardziej wymagający. Poprawnego pływania kraulem cały czas się uczę i zastanawiałam się jaki dystans będę w stanie przepłynąć z tych 400 metrów nim zanim stracę oddech i przejdę do klasyka, ale ze względu na mocny boczny wiatr i fale szybko po starcie przeszłam na „żabkę”, w której czuję się dużo pewniej i bez zmęczenia dopłynęłam do końca dystansu. Rower natomiast okazał się trudny o tyle, że po nawrotce na połowie dystansu zaczęłam mieć dość tej niewygodnej pozycji na kolarzówce i co tu czarować, tyłek mnie bolał od siodełka. Za mało na razie jeździłam na rowerze szosowym i jeszcze nie przyzwyczaiłam się do niego. Po 12 km myślałam tylko, żeby jak najszybciej dojechać do belki i zsiąść z tego „narzędzia tortur”. Po zejściu z roweru, bardzo dziwne miałam odczucie nóg, gdy biegłam do stefy zmian. Zdecydowanie jazda na kolarzówce była dla mnie najbardziej wymagająca.

  1. Czy było coś, co bardzo cię zaskoczyło podczas startu?

Podczas startu, nic mnie jakoś bardzo nie zaskoczyło. Wiedziałam teoretycznie, jak wygląda przebieg zawodów i znałam mapę trasy. Ponieważ były to moje pierwsze zawody triatlonowe, to nastawiłam się na obserwację i podążanie za innymi uczestnikami. Po starcie natomiast zaskoczyło mnie bardzo, że zdobyłam 3 miejsce w mojej kategorii wiekowej.

  1. Co skłoniło cię do rozpoczęcia triathlonowej przygody?

Puzzle tej układanki pojawiały się przez dłuższy czas. Ha, no to chronologicznie:

Po pierwsze już jako dziecko w szkole myślałam sobie, że nie chcę mieć zwyczajnego życia i chcę robić rzeczy niezwykłe, niesamowite, a od życia chcę więcej, niż standard przewiduje.

Po drugie mam w sobie odwagę i upór, by dążyć tam, gdzie zdecyduję. Cechy charakteru dostałam w genach i wychowaniu przez moją rodzinę. Jestem bardzo wdzięczna moim rodzicom i babci za wszystko, czego mnie nauczyli. Babcia już niestety nie żyje, ale wiem, że byłaby ze mnie bardzo dumna. Mamę mam niesamowitą, swoim sportowym zacięciem i potrzebą ruchu wykracza poza standard kobiety w jej wieku w naszym kraju.

Po trzecie, świadomość że mogę więcej, niż mi się wydaje – zrozumiałam to, gdy trenowałam karate w szkole. Od zera w pięć lat doszłam do 5 kiu i formy fizycznej, której nigdy wcześniej nie spodziewałam się mieć (np 100 pompek na kościach).

Po czwarte z 5 lat temu poznałam w pracy Michała Wojtyło – założyciela GT RATu i słuchałam, jak opowiadał swoją historię. Słyszałam, jak mówił o treningach, zawodach, rodzinie, Olimpii. Podziwiałam Michała za to, że pracuje na pełny etat, ma rodzinę, dziecko i do tego trenuje. Jeszcze bardziej podziwiałam Olimpię (mimo, że nie poznałam jej osobiście wtedy) – w końcu kobietę tak samo, jak ja. Jej przykład przemówił do mnie jeszcze bardziej niż Michała.

Pomyślałam sobie, że ja też bym tak chciała, ale w tamtym czasie uznałam, że to niemożliwe. Mam przecież męża i małe dziecko. Były mąż mi wmawiał, że jak się ma rodzinę i pracę, to już nic więcej nie da się zrobić w życiu.

Po piąte Obejrzałam w kinie film „Najlepszy” o Jurku Górskim. Dał mi do myślenia, wzruszył i pokazał, że nie ma rzeczy niemożliwych dla człowieka. Jeśli można z narkomana zostać zwycięzcą podwójnego IRONMANNA na mistrzostwach w USA, gdy w Polsce mało kto uprawiał triathlon, to znaczy, że wszystko można osiągnąć. 

Po szóste, moja własna, niełatwa historia. Po uwolnieniu się z toksycznego, niszczącego mnie związku (15 lat) i  koszmarnym rozwodzie (2 lata), postanowiłam żyć pełnią życia i czerpać z niego pełnymi garściami. Spełniać marzenia i odważyć się, na niewyobrażalne. 

Pomimo że zawsze lubiłam być w ruchu i uprawiać jakiś sport, był czas, że totalnie się zaniedbałam. 4 lata temu ważyłam ponad 20 kg więcej niż obecnie (84 kg przy 170 cm wzrostu) i niewiele się ruszałam. To był punkt zwrotny, gdy zaczęłam pracę nad sobą. Nie było łatwo wrócić do formy, lecz cierpliwość i regularność i konsekwencja w działaniu, daje z czasem efekty. Gdy doszłam do dość dobrej formy, dołączyłam do grupy triathlonowej 5 miesięcy temu, w marcu 2019, mając 35 lat. Może i jestem szalona, ale robię to, co sprawia, że jestem szczęśliwa. 

Bycie w ruchu daje mi radość, już jeden trening dziennie sprawia, że mogę sobie powiedzieć, iż był to udany dzień i warto było go przeżyć.

Po siódme – ciekawość. Początkowo dołączyłam do GT RATu, tylko na treningi biegowe. Chciałam się podciągnąć technicznie by biegać lepiej i zapobiegać kontuzjom, bo udało mi się dorobić tak zwanego „kolana biegacza”, a moim celem jest przebiegnięcie maratonu. 

Po niedługim czasie dołączyłam na treningi pływackie, aby nauczyć się wreszcie pływać poprawnie technicznie. Trenując razem z triathlonistami, zaczęłam myśleć – ciekawe jak to jest na zawodach triathlonowych – czy ja bym dała radę? Parę miesięcy minęło i postanowiłam spróbować – zgodnie z powiedzeniami „do odważnych świat należy” i „Raz kozie śmierć”. Nie miałam kolarzówki, tylko starego „górala”, ale słyszałam, że ponoć ludzie startują na rowerach MTB na najkrótszym dystansie. Po miesiącu od zapisania się na zawody wpadłam na pomysł pożyczenia kolarzówki od taty i zmodyfikowaniu jej pod siebie. Ulepszenie kolarzówki z końca lat ’70 nie było łatwe, ale na tydzień przed zawodami w Sławie rower był gotowy. Zdążyłam być tylko na 1 treningu kolarskim z grupą : P.


Jakie są Twoje kolejne plany, a może masz już jakieś triathlonowe marzenia?

W planach mam w przyszłym roku wziąć udział w zawodach w Mietkowie i we Wrocławiu. A marzenie? Jeśli marzyć to wysoko – pełny dystans IRONNMANA gdziekolwiek.


Czy według ciebie bycie częścią grupy pomaga w realizacji celów?

Tak, pomaga. Grupa pomaga trzymać regularny grafik treningów, ponieważ są ściśle określone dni i godziny każdego treningu. Wcześniej, gdy sama biegałam i przygotowywałam się do zawodów biegowych, to z regularnością treningów było różnie.

Ludzie w grupie są bardzo sympatyczni i z radością wybieram się na każdy trening. Poziom grupy również robi swoje – wszyscy są lepsi ode mnie, a to mobilizuje, by bardziej się starać. 

Jako że dopiero zaczynam swoją przygodę z triathlonem, to korzystam z wiedzy i doświadczenia trenerów i członków grupy. Jestem wdzięczna, że dzielą się ze mną otwarcie wiedzą praktyczną. 

Bycie częścią grupy pomaga w wielu aspektach i jestem przekonana, że samotne trenowanie do triathlonu jest dużo trudniejsze i wymaga ogromnej samodyscypliny i zawziętości oraz daje pole do popełniania większej ilości błędów. 


Jak sprzętowo przygotowałaś się do pierwszych zawodów

Na pływanie kupiłam piankę – tyle że już 2 mc przed zawodami, by czuć się bezpieczniej podczas treningów na wodach otwartych. Nie boję się pływać na basenie, ale w jeziorach czuję się nieswojo.

Na etap kolarski zmodyfikowałam 40 letnią kolarzówkę oraz kupiłam okulary przeciwsłoneczne.

Na bieganie miałam już sprzęt, tylko ubranie odkupiłam od koleżanki z grupy – strój triathlonowy (koszulka i spodenki), ponieważ chciałam na debiucie wystąpić w stroju grupowym. 


Czy aby wziąć udział w zawodach triathlonowych, konieczne jest zakupienie drogiego przecież sprzętu triathlonowego? 

Nie,  na pierwsze zawody można spokojnie użyć sprzętu nietriathlonowego. Pływanie nie musi być w piance – można płynąć w spodenkach kolarskich i koszulce sportowej, ale okularki są konieczne. Etap kolarski można przejechać na rowerze MTB – widziałam takie na zawodach.

Bieganie – te 5 km można zrobić w jakiś butach sportowych, choć wiadomo, że lepiej się biegnie w butach biegowych.

Dlaczego zapisałaś się na te akurat zawody?

Ze względu na lokalizację – to były najbliższe zawody triathlonowe w lipcu po odwołaniu przez organizatora tegorocznych zawodów we Wrocławiu. Wybrałam najmniejszy dystans, czyli cos koło 1/8 IRONMANNA, aby zapoznać się z triathlonem bez szkody na zdrowiu.


Jak długo trzeba się przygotować do startu w zawodach triathlonowych na dystansie 1/8?

Ciężko podać konkretną ilość czasu. Wszystko zależy, na ile wysportowana jest dana osoba. Jeśli ktoś by chciał zaczynać od zera, czyli braku jakiegokolwiek sportu w życiu, poza spacerami to myślę, że z rok minimum, jak nie 2 – zależy od organizmu i zdyscyplinowania danej osoby. Jeśli człowiek się rusza, trenuje coś, to myślę, że parę miesięcy starczy. Dla mnie przebiegnięcie półmaratonu było większym wyzwaniem, niż ukończenie triathlonu.


Jakie masz wnioski ze swojego 1 startu?

Trzeba było więcej jeździć na kolarzówce – to jednak inny rower niż góral. Będę trenować jazdę na kolarzówce, ile się da – zabieram ją na wakacje 😊. Drugi wniosek – mogę spokojnie dać z siebie więcej na kolejnych zawodach. Trzeci – to odkrywanie koła na nowo – dobrze obejrzeć trasę przed startem (gdzie jest wejście do wody, wyjście z wody, trasa do strefy zmian i na rower)


Ile czasu przygotowywałaś się do swoich pierwszych zawodów triathlonowych?

Zapisałam się na zawody 3 miesiące przed datą startu, ale treningi z grupą triathlonową rozpoczęłam 5 miesięcy przed startem.

Ile godzin tygodniowo trenujesz?

Średnio 7 godzin tygodniowo.


Czy poza triathlonem masz inne hobby?

Triathlon pożera bardzo dużo wolnego czasu, ale mam też inne pasje, które staram się realizować w miarę możliwości. Są to wędrówki po górach, czytanie książek, oglądanie filmów (to przyznam dość rzadko), spływy kajakowe, taniec. W zimie narty zjazdowe i biegówki oraz łyżwy. Okazjonalnie rolki, badminton, tenis stołowy. 

Dziękuję za możliwość przekazania innym moich wrażeń, przemyśleń i kawałka mojej historii.

                      

Michał Wojtyło

Leave a reply

You must be logged in to post a comment.